Written by

Moje Miłe Kochanie, dziś znowu obudziłam sie z uczuciem strachu i świadomością, Twojej nieobecności. Większy lęk. Żadna medytacja, modlitwa, nawet rozmowa nic nie pomoże, aby ten stan zlikwidować, spłoszyć, nic.

Trwa. Kiedy robię sobie kawy, przypomina mi się Twój rytuał, kubek, do którego czasem ja, wsypywałam Ci kawę. Pstryk, czajnik – woda. Ja zaczynałam dzień od herbaty. Ty otwierałeśgazety, przekowałam Cię, żebyś zaglądał do Rzeczpospolitej i po Wyborczej, która coraz częściej jest mglista, chciałęś konkretu, więc Rzepa.

Potem czytanie maili. Długo potem ablucja. Telefonu nie chciałeś brać do ręki, nie wszystkie maile odczytywałes, za dużo od Ciebie chciano. Anna francuska – przyjechać – a Ty wiedziałeś, że jeśli przyjedzie, będzie chciała przemeblowywać, inicjować, mówić, wyciągać Cię do znajomych – a Ty na przykład nie chciałeś. Mówiłeś do mnie: ona chce ale ja nie chce! Kiedyś wysłałą Ci zdjęcie kartki z długopisem, żebyś zaplanował, silny znak presji. Ja nie mogłam znieść jej ADHD.

Choć lubiłam ją. Za dużo od Ciebie chciano, a Ty z kolei nie znajdowałeś tyle siły, ile trzeba było dla tylu pragnących Twojej obecności osób. „Może nie potrafię kochać” pytałeś, tak, to był temat do – krótkiego – namysłu, to nie była fraza bez znaku zapytania, patrzśc na mnie,. Nie, odpowiadałam, potrafisz, to nie tak.

W takie dni wolałeś zanurzyć się w inny świat: książek, snu, ciszy. Zamknąć się, zatrzasnąć przed samym sobą. Widząc mnie np myślącą o czymś w sensie problemy – mówiłeś odsuń myśli. Oddzwaniałęś albo odchodziłęś od telefonu, jak od materiału wybuchowego, coraz częściej, potem, miałeś telefon przy sobie, potem, piszę, myślę czerwiec, lipiec, sierpień…. może nie zawsze, wtedy, tamten czas, był i jest dla mnie maligną, podczas której oddychałam, ale niewiele pamiętam. Nie odsuwammyśli.

Widzisz teraz, nie tylko nie potrafię ale byłoby to nie fair wobec sytuacji, gdybym odsuwała myśli. Jesteś obok. Tak pięknie, niebezpiecznie pięknie śniła mi się Twoja obecność – znowu. Pogodna, dobra, bezpieczna, i znów światło ładne, nieagresywne, delikatne, tworzącę mgłę. Obudź się z takiego snu w tak zwaną „realność” – tylko natychmiast wpaść w „big sleep”.

W śnie te firanki, które Basia Luszawska uszyła, jakie one były ładne. Nie ta proponowana Ci cieżka czerń aksamitu, co to było – czarne msze? W tak lekkiej sypialni, raptem czarne, ciężkie zasłony, pomysł fatalny.

Mówiłeś mi, jeśli chcesz zmień, zmieniaj, ale po co zmieniać to, co ładne?

Piszę coraz marniej, widzisz. Pilnuje skrótu i ponoszę porażkę. Jakże Ty genialnie potrafiłeś pisać. Mstrzy Kochany, skrótu i syntezy, proszę skróć ten mój czas, proszę. Pamiętam, kiedy zbudziłeś mnie słuchaniem sobie „Modlitwy” Breakout i Nalepy, wiedząc, że słuchał tego …. słuchali tego moi bracia, „tego”… słuchali tej pieśni, piosenki, modlitwy. Więc ja proszę inaczej, bardziej radykalnie o sprawienie, a przynajmniej pomoc, abym w tym śnie z Tobą – pozostała.