Written by

Muszę o tym napisać, przepraszam Cię, że wredy, kiedy Tomasz przyjechał, nie chciałam u ciebie zostać. Po wizycie u Państwa K., Chciałeś. Byliśmy obydwoje po paru drinkach, wracaliśmy by taxi. Kochanie, powiedziałam Ci wtedy, że nie idę „na górę”. Trzasnąłeś drzwiami. Napisałam do Ciebie jeszcze smsy … odpisałeś „kto kogo miał….”. Byłam zmęczona, widziałeś, że po śmierci Bogusława, – spadałam… dziękuję Ci za piękną wtedy pomoc. Spadałam mimo to. Tamtego dnia, kiedy zorganizowałeś mi limuzynę, telefonowałeś, czy kierowca dowiózł mnie do Łodzi… i jak sie czuję. Miałeś wtdy Szkołę i w drodze do niej. -wjechałeś pod autobus, jak to dobrze, ze nic Ci się wtedy nie stało. Z mechanikami rozmawiałam i przyznaj, że udało mi się wynegocjować atrakcyjną cene naprawy auta. O Ciebie bałam się.

I coraz trudniej było namawiać Cię na wstanie… ja wiem, wiem… że Ty wiedziałeś, najdroższy Samcu Alfa, Mistrzu, że Ty wiedziałeś, czułeś siebie nie tak, jak chciałbyś, jestem taka sama. Sama walczyłam ze swoją słabością. przysięgam Ci, że robiłam na moim evereście. A wtedy – naprawdę – nie mogłam, nie wróciłam. Wściekałeś się, awanturę robiłeś mi – i ja zamilkłam. Jak nigdy, nigdy, gdybyś nie odezwał sie po chyba 3 tygodniach… listy… i ja w końcu odpowiedziałam, ze tak, masz nadal prawo pytać, a Ty czułeś sie już źle. Ale marcelku, jak trudno było z tym lekarzem! Ci w Damianie mówili co innego, wiem, miałeś swoje powody, aby komuś nie zrobić przykrości i dlatego chodziłeś do tego, a nie innego lekarza… A kiedy bierze się leki z pewnej grupy, to mierzy sie czas krwawienia i krzepnięcia, do diabła. A on – nie mówił nic o tym, a kiedy chciałam … to Wiesz, co się stało. Marcel, nie wybacze sobie tego, ze nie zacisnęłam zębów i nie poszłam na górę.

byłam szpitalu, dowiadywałam sie, wiedziałam – do pewnego momentu – co sie dzieje, dawałeś znaki. Ja wszystko rozumiem i potem… tym bardziej! Kiedy pomyśle o tym, co stało sie wtedy, nie, nie mogę myśleć o tym, ból, ból, ból nie do zniesienia! Kiedy napisałeś… jak sytuacja wyglada z tobą. Kochanie, przysiegam Ci, że nic, co Ci powiedziałam nie było przesadzone, nic. Dowiodłam moim życiem. I tą propozycją, kochanie i wiem, czemu … wiem. Wszystko rozumiem dopiero teraz. Za późno. Nie, nie mogłam na Powązki, nie, nie, nie, nie. Żegnać – nie. I NIE. Będziemy witać się, a jesli tego nie będzie, niech to wszystko trafi szlag.